Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 stycznia 2017

Przemyślenia #3: Cold, in a cold iron earth, Ragnar lies




 
źródło: History Channel

Poniżej znajdują się informacje zdradzające przebieg i zakończenie serialu oraz sag, czyli tzw. spoilery. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Serial Wikingowie realizuje kanał HISTORY, jednak już od pierwszego odcinka pierwszego sezonu wiadomo, że NIE jest to serial historyczny ani dokumentalny. Dlatego ogromnym nieporozumieniem, moim zdaniem, jest realizacja tego serialu właśnie przez kanał HISTORY. Lepszym czy też bardziej adekwatnym do treści byłby HBO lub Netflix.

Twórcy serialu, tak to sobie przynajmniej wyobrażam, sprowadzili ogromny KOCIOŁ, do którego wrzucali postacie i wydarzenia, które mieszczą się w epoce wikingów (przyjmuje się, że epoka wikingów rozpoczęła się w 793, a zakończyła w 1066 roku), a znalazły się tam m.in. atak na Lindisfarne, dwa ataki na Paryż, ekspansja na Morzu Śródziemnym, atak Wielkiej Pogańskiej Armii, oraz postacie t.j. Ragnar Lodbrok, Bjorn, Lagertha, Rollo, Ubbe, Hvitserk, Sigurd, Ivar, Aslaug, Harald Pięknowłosy. Mówiąc prościej i wulgarniej, wpierdolili i pomieszali postacie i wydarzenia z całej epoki wikingów.

Okay, w porządku, można pokazać mniej-więcej czego wikingowie dokonali, ale nie kiedy serial skupia się na jednej postaci i jego najbliższej rodzinie, czyli na wpół legendarnej postaci Ragnara Lodbroka.

Dostępnymi źródłami historycznymi dotyczącymi epoki wikingów są sagi i kroniki, jednak twórcy serialu chcieli opowiedzieć historię wikingów na swój sposób, robiąc z tego bardziej historię alternatywną czy nawet fantastykę.

Zaczęło się od ataku na Lindisfarne w 793, gdzie Ragnar i Rollo mogli mieć około 20stki. Następnie, w 845 roku, zaatakowali Paryż i wg. serialu mieliby około 70tki. Drugi atak na Paryż datowany jest na 885 rok, więc po śmierci Ragnara, dlatego idźmy dalej. Wielka Pogańska Armia zaatakowała w 865, więc Ragnar zginął albo wcześniej w 865, albo w 864. W chwili śmierci, w serialu, miałby około 90tki. Natomiast Rollo otrzymał tytuł diuka w roku 911, więc w serialu ma… 118 lat. Kurwa, gratuluję. Wiedziałem, że będzie grubo, ale po tych obliczeniach aż mi cycki opadły.

Trochę faktów:

1.      Atak na Lindisfarne miał miejsce w 793 roku i odbił się echem w ówczesnym świecie.
2.      Nie ma dowodów na to, że Rollo i Ragnar byli spokrewnieni, a biorąc pod uwagę oś czasu, możliwe że nigdy się nawet nie spotkali.
3.      Zakłada się, że właśnie Ragnar Lodbrok dowodził atakiem na Paryż w 845 roku.
4.      Nie ma powiązania między Haraldem Pięknowłosym i Ragnarem.
5.      Harald Pięknowłosy zjednoczył Norwegię w 872 roku.
6.      Legendarna Kraka/Aslaug/Randalin nie była taką cipą jak w serialu i dowodziła konnicą u boku swoich synów podczas bitew.
7.      Lagertha nie zabiła Aslaug.
8.      W zależności od źródeł, Ragnar miał trzy lub więcej żon. Saxo Gramatyk w Kronice Danii wspomina Ladgerd (Lagerthę) jako pierwszą żonę, z którą Ragnar miał dwie córki, których imiona zostały zapomniane, oraz syna Fridlejfa. Drugą żona była Thora, z którą miał dwóch synów, Radbarda i Dunvata. Saxo nie pisze tego wprawdzie wprost, ale można założyć, że trzecią żoną była Aslaug, z którą miał synów już wspomnianych przez Saxo, czyli Sivarda, Bjorna, Agnara i Ivara. Ostatnim synem, którego wymienia Saxo, jednak bez podania imienia matki, jest Ubbe. W The Saga of Ragnar Lodbrok and his sons pierwszą żoną była Thora, z którą Ragnar miał dwóch synów, Agnara i Eireka. Drugą była Kraka/Aslaug/Randalin, z którą miał pięciu synów, Ivara, Bjorna, Hvitserka, Rognvalda i Sigurda. List of Swedish Kings nie wspomina pierwszej żony Ragnara z imienia, jednak biorąc pod uwagę, że ich synowie to Eric i Agner, była to prawdopodobnie Thora. Drugą żoną była Aslaug, z którą Ragnar miał pięciu synów, Ivara, Witserca, Biorna, Raugnvalda i Sigvarda. Tale of Ragnar’s Sons podaje pierwszą żonę Thorą, z którą miał dwóch synów, Eirika i Agnara, oraz drugą żonę Aslaug/Randalin, z którą miał czterech synów, Ivara, Bjorna, Hvitserka i Sigurda.
9.      Ivar nie był pojebaną psychopatyczną kaleką, która tylko drze mordę. Był spokojny i sprytny.
10.  Ivar nie zabił swojego brata Sigurda.

Skupiając się jedynie na sezonie 4B, nie potrafię przeboleć tego, co twórcy zrobili. Mieli dobre źródła, które wystarczyło jedynie zrealizować w formie serialu.

Ragnar

DLACZEGO Ragnar w serialu CHCE umrzeć i stać się typowym, chrześcijańskim męczennikiem? Cały sezon chodzi w szmatach zamiast stroju, godzi się ze swoją byłą żoną, byłym przyjacielem, a nawet próbuje powiesić się na drzewie.
Nie mając żadnej innej opcji, wyrusza z garstką wojowników i swoim synem, Ivarem, do Anglii; cały czas wiedząc, że płynie tam, żeby go zabili. Wielokrotnie w sezonie 4B pokazano Ragnara jako kogoś, kto wie co się stanie. Tzn. „nie chcę już żyć, ale popłynę do Anglii gdzie mnie zabiją, a moi synowie mnie pomszczą i będą sławniejsi ode mnie”. Na bogów, to tak bardzo raziło w oczy…
Jeszcze ten ateizm. Ragnar, jeden z najsławniejszych wikingów w historii… ateistą. I męczennikiem. Litości…

Wg. źródeł Ragnar popłynął do Anglii z pięcioma setkami wojowników – których łodzie NIE rozbiły się i których NIE zabił własnoręcznie – z tego samego powodu co zawsze, czyli „na wiking”. Tam niestety bitwa poszła nie po jego myśli, został schwytany przez króla Aelle i wrzucony do dołu z wężami, gdzie miał powiedzieć legendarne słowa:

„Gdybyż prosięta wiedziały,
Co cierpieć knur musi,
Do chlewu by pospieszyły,
By uwolnić go z katuszy.”
(Saxo Gramatyk, tłumaczenie Jan Wołucki)

Wielka Pogańska Armia i zemsta synów Ragnara

Tutaj zaczyna się robić ciekawie, bowiem Aelle wysłał posłańców do synów Ragnara, by powiadomić ich o jego śmierci, nakazując przy tym patrzeć na ich reakcje. Saxo pisze, że Ivar zachował kamienną, wręcz wesołą twarz; Sivard wbił sobie włócznię w stopę; natomiast Bjorn ścisnął kości tak mocno, że trysnęła krew. Dalej Saxo pisze:

„Gdy Aella dowiedział się o tym, zrozumiał, że ten z tych trzech braci, który nie okazał publicznie żadnej synowskiej miłości, śmierć ojca zniósł z największą mocą ducha, i dlatego powinien on najbardziej uważać na mężność Ivara.”

Podobnie wygląda to w The Saga of Ragnar Lodbrok and his Sons, gdzie Ragnar nie miał po prostu wystarczających sił do wygrania z Aellą, jednak „gdziekolwiek poszedł, wrogowie padali przed nim”. W końcu jednak został schwytany i król Aella starał się wydobyć z niego jego imię, Ragnar jednak milczał. Został nawet wrzucony do dołu z wężami, które go nie kąsały. Wtedy Aella kazał go rozebrać – ponieważ jego ubranie było magiczne – i wtedy węże dobrały się do Ragnara i powiedział swoją znaną kwestię. W tamtym momencie Aella wiedział już, że to Ragnar i że popełnił wielki błąd zabijając go. Wysłał posłańców do synów, którzy siedzieli przy grze. Ivar, podobnie jak u Saxo, niewzruszenie słuchał wiadomości o śmierci swojego ojca; Bjorn chwycił włócznię tak mocno, że zostawił na drewnie odciski palców; Hvitserk ścisnął pionek do gry tak mocno, że trysnęła krew; a Sigurd chwycił ostrze noża tak mocno, że przebił się do kości.

W obu źródłach Ivar udaje się następnie do Aelli w celu odebrania rekompensaty za śmierć ojca oraz w celu zawarcia sojuszu z królem. Jego bracia natomiast nie chcą o tym słyszeć i wracają do domu. Ivar prosi również króla o kawałek ziemi takiej wielkości, że zmieściłaby się na niej skóra wołu. Aella sądził, że podarowując tak mały skrawek ziemi, Ivar w żaden sposób nie mógłby mu zagrozić. Ivar jednak znalazł skórę starego byka, kazał ją wygładzić i rozciągnąć trzy razy, następnie pociąć tak cienko jak to tylko możliwe, a na koniec kazał oddzielić część z włosiem od części mięsnej. Wg. źródeł na tym skrawku terenu Ivar założył osadę, która później stała się Londynem lub Yorkiem (a tak naprawdę nie stała się żadnym z tych miast). Rządził zatem Ivar razem z Aellą, pomagał mu i zaprzyjaźniał się z wszystkimi mieszkańcami, wysoko i nisko postawionymi.
Po jakimś czasie wysłał Ivar wiadomość do swych braci, aby wysłali mu tyle złota i srebra, ile są w stanie. Z pomocą tego bogactwa Ivar przekupił najważniejszych ludzi w królestwie, a kiedy już mu się to udało, posłał wiadomość do braci, aby jak najszybciej zebrali armię i przybyli do Anglii.
Wojska Aelli zostały pokonane, a on sam wzięty do niewoli. Ivar wtedy rzekł:

„Radzę (moi bracia), żebyśmy pamiętali jaką śmierć zapewnił (Aella) naszemu ojcu. Teraz najbardziej doświadczony rzeźbiarz wykroi orła na jego (Aelli) plecach tak ostrożnie, jak to możliwe, a orzeł ten zabarwi się na czerwono jego krwią.”

Ivar był przede wszystkim sprytny i opanowany, nie dawał się ponieść emocjom i TO była jego siła. Natomiast w serialu pokazali go jako szalonego kalekę, który dodatkowo zabił (prawdopodobnie) Sigurda. Ogromna szkoda w jaki sposób poprowadzili ten serial.

Uważam, że dwa ostatnie odcinki sezonu 4B, czyli 19 i 20, są najbardziej treściwe. Pokazano przybycie armii do Anglii, bitwę z siłami Wessexu i nietypową taktyka zaproponowaną przez Ivara. Chociaż raz wykorzystali jego legendarny spryt. Podobała mi się również scena, w której sam Odyn informuje synów Ragnara o śmierci ojca. Zupełnie inaczej niż w źródłach, ale całkiem klimatycznie. Choć synowie prawie nie okazują emocji, bo Ubbe łamie strzałę, Sigurd stoi jak kołek, Hvitserk stoi jak kołek, Bjorn prawie płacze, a Ivar drze ryja i bije młotem. A mogło być tak ciekawie, gdyby twórcy sięgnęli do źródeł…


Podsumowując, jestem szalenie rozczarowany tym serialem, w którym jakichkolwiek faktów czy prawd historycznych (zakładając, że saga i kronika to źródło historyczne) próżno szukać. Nadal będę oglądał Wikingów, ale będę traktował ten serial jako czysto rozrywkowy.

poniedziałek, 7 września 2015

Dni Wiedzy Pogańskiej 2015



Jadąc do Ponikwy na Dni Wiedzy Pogańskiej 2015 miałem wrażenie, że od ostatniego roku czas się zatrzymał. Późne lato i wczesna jesień, słońce leniwie poruszające się po niebie, dni wciąż ciepłe, choć wieczory już chłodne. Spokój małej wioski w dolinie między górami, otoczonej polami, pasącym się bydłem, a w jej centrum ośrodek Stanica nad Ponikiem. Miejsce magiczne.

Jadąc na Dni Wiedzy Pogańskiej 2015 miałem wrażenie, że nie dalej jak tydzień temu skończyły się Dni Wiedzy Pogańskiej 2014. Jednak w przeciwieństwie do zeszłego roku, tym razem nie była to podróż w nieznane. Zeszłoroczne DWP były moim pierwszy spotkaniem z ludźmi nazywającymi siebie Poganami Wrocławskimi, choć byli też wśród nich ludzie z innych stron kraju, z których część należy również do Stowarzyszenia JERA. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Ja, nowy i całkowicie obcy w nowym towarzystwie, które przeżyło już wiele wspólnych chwil, spotkań, obrzędów. Pomimo początkowego wyobcowania poznałem kilka osób, a czas spędzony na DWP 2014 wspominam z uśmiechem na twarzy. Byli i są to bowiem ludzie, których łączy wspólna wiara, duchowość, ale również ogromna pasja do tego co robią i duża wiedza na różne tematy. Od tamtego czasu spotkałem się z nimi wielokrotnie, przez co zacieśniałem więzi, które się pojawiły, choć nie ze wszystkimi od razu. Był Vetrablot lub Dziady, comiesięczne poganka, noc Walpurgii i jedno z najważniejszych świąt, Kupała.
W przeciwieństwie do zeszłego roku była to podróż do miejsca dobrze znanego, które można nazwać domem, bo przez ten krótki czas Ponikwa staje się naszym domem. W tym roku podróż na Dni Wiedzy Pogańskiej była powrotem do domu. Jechałem razem z rodzicami, zahaczając o centrum Kłodzka oraz MiniEuroland. Niebo było zachmurzone, choć słońce przebijało się często przez chmury. Dzień był dość ciepły, gorący wręcz w słońcu, jednak wraz z nadejściem nocy przyszedł chłód. Dni stawały się coraz krótsze, żniwa dobiegły końca, liście powoli spadały z drzew, w powietrzu czuć było nadchodzącą jesień.
Po dojechaniu na miejsce niektórzy byli już obecni, inni wciąż w trasie, a reszta osób dojechała kolejnego dnia. Na DWP przybili starzy znajomi sprzed roku, ale pojawiły się również nowe twarze. Wykład otwierający DWP 2015 prowadziła Agnieszka zwana Isą, a dotyczył on wojowników, jako że tematem przewodnim w tym roku byli wojownicy i bohaterowie. Agnieszka mówiła, choć był to wykład interaktywny, o tym kim jest wojownik, oraz wprowadziła pojęcia t.j. etos, etyka honoru oraz honor. Wyjaśnienie tych pojęć nie było i nie jest proste i jednoznaczne, ponieważ każda kultura inaczej do nich podchodzi. Po wykładzie był czas wolny, który można było spędzić w sposób wszelaki, np. na piciu, jedzeniu, rozmowie czy grze w bilard, który znajdował się w głównej sali ośrodka.


O 20:00 wszyscy udaliśmy się przez pola do pobliskiego lasu na tzw. Blot, czyli obrzęd ofiarny. W wewnętrznym kręgu zostali wezwani Bogowie i duchy, oraz ten, któremu dedykowaliśmy ofiarę z jedzenia i picia, czyli w tym przypadku Odyn, jednooki, wiedzący, bóg szubienic i pan wojowników. Po skończonym rytuale wszyscy wrócili do ośrodka, przed którym gospodarz przygotował ognisko z kiełbaskami, ogórkami i oscypkami. Jedliśmy, piliśmy, śmialiśmy się i nawet deszcz, który uparcie padał przez dobrą godzinę, nie był w stanie zakłócić nam imprezy. Podobno najmłodsza uczestniczka, Lili, zaprzyjaźniła się z wiatrem i przegnała deszczowe chmury :)





Tak minął pierwszy dzień.

            Kolejny dzień przywitał nas praktycznie bezchmurnym, błękitnym niebem oraz słońcem, choć mnie i moich współlokatorów, Bartka i Kostka, „przywitały” nasze budziki dzwoniące trzy razy od 8:30 do 9:00. Wstaliśmy, choć nie bez oporów. Śniadanie było w formie szwedzkiego stołu, a wszystko na nim było przepyszne. Świeży chlebek, masełko, jajka, sery, twarożek, szynki, kiełbasy, płatki z mlekiem, pomidory, ogórki, po prostu bajka. Po śniadanie Bartek i Kostek udali się na pośniadaniową siestę, ja natomiast poszedłem na dwór trochę się rozruszać.



            O 11:00 odbył się wykład Hakkena dotyczący totemizmu, wraz z przykładami totemów i ludów je tworzących, oraz oczywiście tego czym jest totem i jak go wykonać. Następnie, po krótkiej przerwie, odbyły się warsztaty z przygotowania barw i innych plemiennych symboli. Wszyscy uczestnicy na długo przed DWP zostali podzieleni na cztery plemiona – Lisy, Orły, Dziki i Niedźwiedzie – aby podczas warsztatów przygotować sztandar swojego plemienia oraz barwy, potrzebne wieczorem podczas Wiecu Wojowników, czyli walki plemion ku czci Rogatego Boga. Warsztaty trwały od 12:00 do 15:00, a prowadzącymi były Vrede i Natalia. W trakcie tych trzech godzin każde plemię tworzyło jak najlepszą flagę, czego efekty można podziwiać poniżej.









            O 15:00 odbył się wykład Pawła o roli muzyki w bitwie i przed bitwą. Jako przykłady instrumentów Paweł podał celtycki carnyx, który niesiony przez kilku lub kilkunastu wojowników musiał siać ogromny postrach podczas grania; bębny, oraz rogi. Muzyka w bitwie nie tylko zagrzewa do walki lub obniża morale przeciwników, ale również służy do wydawania rozkazów, co Paweł przedstawił na współczesnym przykładzie bitwy, podczas której jednej ze stron padła elektronika. W takiej sytuacji jedna armia wydawała rozkazy za pomocą dźwięku trąbek. Każdy zna też przykład jednego, dwóch i trzech dźwięków rogu z Pieśni Lodu i Ognia. Na koniec wykładu zostały również puszczone fragmenty dźwięków instrumentów wymienionych podczas wykładu.
            Po wykładzie Pawła odbył się warsztat maoryskiego tańca wojennego Haka, prowadzony przez Jarka. Ciężko to opisać, ale w skrócie taniec polega na sapaniu, strojeniu głupich min, podskakiwaniu i uderzaniu dłońmi o swoje ciało. Nie, to nie jest głupie. Jest świetne.





            Następnie udaliśmy się na obiadokolację, również pyszną, po czym do czasu malowania twarzy i Wiecu Wojowników mieliśmy czas wolny. Poszedłem zatem z Przemkiem do sklepu po Kinder niespodziankę. Tzn. ja kupiłem jajko, Przemek piwo. Wracając zauważyliśmy mobilizację plemion. Jeden mały dzik zaatakował nawet niedźwiedzia i wbił w niego kły!


            O 20:20, kiedy wszystkie plemiona zostały umalowane na bitwę, pojedynczo opuszczały teren ośrodka i kierowały się do lasu. My, plemię niedźwiedzi, wyszliśmy ostatni, a kiedy dotarliśmy na miejsce naszym oczom ukazał się wielki ogień, wokół niego szaman i jego pomocnicy. Wkraczaliśmy w krąg światła przy dźwiękach bębnów, rogiem sygnalizując nasze przybycie. Za ogniem zaś siedział, na drzewnym tronie, Rogaty Bóg. Wokół ognia zgromadziły się plemiona – orły, łypiące na nas z góry; dziki, chrumkające i kopiące racicami ziemię; oraz lisy, syczące i uśmiechające się chytrze. Na wstępie musieliśmy złożyć, jak inne plemiona przed nami, ofiarę Rogatemu. Potem zaczął się wiec i zmagania. Kolejni wybrańcy poszczególnych plemion stawali do konkurencji siły, celności i zwinności. Starcie plemion wygrały ostatecznie Dziki, okrywając się wieczną chwałą.
            Później nadszedł czas opowieści ku uciesze Rogatego i każde plemię opowiedziało historię o swoich przodkach. Na koniec odbyły się tańce wokół ognia w rytmie bębnów, oklasków i okrzyków. Tak zakończyła się tegoroczna Bitwa Plemion.


            Po części oficjalnej wszyscy zasiedli wokół ognia, pijąc, śmiejąc się i rozmawiając do późnej nocy. To była chłodna noc końca lata, mimo to piękna i spokojna. Księżyc pływał tej nocy w morzu chmur.






Tak minął drugi dzień.


Trzeciego dnia moi współlokatorzy wrócili chwilę przed wschodem słońca, zaspali więc na śniadanie, a ich twarze wyrażały jedynie cierpienie i rozmazane barwy wojenne. Po śniadaniu odbył się wykład Krzyśka o berserkerach w kulturze nordyckiej, choć były też przykłady innych kultur, ponieważ szał bitewny nie jest ograniczony do wikingów. Od razu po wykładzie Krzyśka miała swój wykład Vrede, opowiadając jedną z islandzkich sag, choć niekoniecznie bohaterskich i niekoniecznie w formie, jaka wam się wydaje. Po wykładzie i w czasie wolnym w ciągu całego dnia tworzyłem historię, która stała się tym wpisem, historię o Dniach Wiedzy Pogańskiej 2015.





            O 14:00 był, jak zwykle pyszny, obiad, natomiast o 15:30 Asus prowadził wykład o tzw. Reakcji Pogańskiej wśród Słowian zachodnich. Wbrew powszechnej opinii bunt nie miał głównie podłoża religijnego, ale polityczne i ustrojowe. To, co szło wraz z chrześcijaństwem to poważne zmiany systemowe, które utrudniały i pogarszały życie mieszkańców i burzyły stary porządek.


            Po wykładzie zarządziliśmy grupowe zdjęcie uczestników DWP przed ośrodkiem, ze sztandarami plemiennymi oraz tarczą wykonaną przez Darka z Black Forest Forge, którego serdecznie pozdrawiamy i polecamy. Wzór oraz napis zostały wybrane specjalnie z okazji DWP 2015. Na tarczy znajdują się cztery plemienne zwierzęta oraz symbole asatryjskie i rodzimowiercze.


            O 18:00 zaczął się turniej, który, w dużym skrócie, wygrała Beata, pokonując mężczyzn w takich konkurencjach jak strzelanie z łuku, cięcie jabłek dunem, kręciołek i cięcie jabłek dwoma ostrzami na zmianę.




            O 20:00 nastąpił moment, który jako jeden z wielu zapadł mi w pamięć na poprzednich DWP – biesiada. Jedzenie było tak pachnące i pyszne, że zwykłe słowa tego nie oddadzą. Cytując Pawła „to wszystko tutaj jest tak w chuj dobre”. Całkowicie się z tym zgadzam. Patronami biesiady były natomiast bolce :) Z kolacji zadowoleni byli zarówno wegetarianie jak i mięsożercy. Wśród dań znalazły się m.in. bigos oraz jego wersja dla wegetarian, kiełbasy, skrzydełka, kaszanki, żurek, szynki i sery, oraz masło, które chwilę wcześniej sami ubijaliśmy, niczym Słowianki z teledysku Donatana. Tutaj zdecydowanie najlepiej poszło mężczyznom, zwłaszcza Kostkowi, choć kobiety również wykazały się siłą w rękach, a Paweł siadając do maselnicy w magiczny sposób sprawił, że masło było już gotowe. Na mój gust jedzenia było jednak trochę za dużo, jednak chyba każdy wyszedł z tej biesiady przeżarty. Po biesiadzie niektórzy udali się na spoczynek, inni zostali w sali, pozostali rozpalili ognisko na zewnątrz. Lila zasnęła na kolanach Skavena.
 


Kilka słów o Lili – ma 9 lat, na DWP przyjechała z mamą. Podczas bitwy plemion wykazała się niesamowitą zwinnością oraz zawziętością, stąd otrzymała przydomek Dzika Furia. Rozmawia również z wiatrem, być może z płanetnikiem. W sobotę przeszła rytuał zaplecin, podczas którego dziewczynka została wprowadzona do kręgu kobiet. Osobiście uważam, zresztą nie ja jeden, że jest jednym z najsłodszych dzieci, jakie widziałem. Lilianna (inna, dorosła) i Mateusz zakomunikowali również tego dnia, że adoptują kotka, który przyplątał się do nich i wszędzie za nimi biegał. Fakt, był uroczy.

Tak minął trzeci dzień.

            Ostatniego dnia obudził mnie Kostek, pół godziny po rozpoczęciu śniadania. Bartka już nie było w pokoju. Tej nocy miałem tak twardy sen, że z trudem w ogóle wstałem na to śniadanie. W nocy padał deszcz, rankiem z kolei nad doliną wisiały ciemne i niskie chmury. Znowu zanosiło się na deszcz. Śniadanie konsumowało się przy dźwięcznym śmiechu klanu Szwaczek – grupy kobiet, które zawiązały ze sobą przymierze poprzedniego dnia. Tematy, które poruszały, skutecznie odstraszały każdego mężczyznę, który chciał się zbliżyć. Śniadanie jak zwykle było przepyszne, a po śniadaniu odbyło się zgromadzenie Stowarzyszenia JERA, na którym członkowie omawiali, z tego co udało mi się podsłuchać (nie specjalnie!), tegoroczne DWP oraz plany na resztę roku i rok przyszły. Nieco później wszyscy zaczęli się pakować i nastąpiły liczne pożegnania. Do czasu następnego spotkania.

Tak minął czwarty i ostatni dzień.

Dni Wiedzy Pogańskiej 2015 zostaną na długo w pamięci naszej i naszych bliskich, a czyny czterech plemion nie zostaną zapomniane.

Chwała organizatorom!
Chwała gospodarzom!
Chwała wykładowcom!
Chwała uczestnikom!


Tym samym zakończyły się Dni Wiedzy Pogańskiej 2015. Do zobaczenia za rok ;)